Popularna wieść głosi, że impulsem do stworzenia rosyjskich granatników rewolwerowych było znalezienie wśród broni obrońców Białego Domu w październiku 1993 (kryzys konstytucyjny w Rosji, zakończony szturmem na budynek Parlamentu) właśnie dwóch południowoafrykańskich granatników MGL-40. Konstrukcja wzbudziła zainteresowanie ówczesnego ministra obrony, Pawła Graczowa, który zlecił opracowanie rodzimego odpowiednika, wypełniającego lukę między podwieszanymi, 40-mm granatnikami GP25 i GP30, a automatycznym, 30-mm AGS-17. Stworzenie nowej broni zajęło zespołowi z CNIKB SOO niespełna dwa tygodnie, a pierwsze sześć sztuk nowej broni, nazwanej RG-6 (Rucznyj Granatomiot 6-zarjadnyj) poddano testom na początku 2004. Niemal natychmiast trafiła również w ręce żołnierzy zaangażowanych w konflikt w Czeczenii.
W porównaniu z MGL z RPA, rosyjski RG-6 jest prostszy konstrukcyjne (a przez to tańszy), w zasadzie twórcy połączyli po prostu ze sobą sześć luf podwieszanych granatników GP30. Trzeba pamiętać, że każda z nich jest nie tylko komorą nabojową, ale i jednocześnie lufą właściwą, do której wkręca się od przodu 40-mm bezłuskowy granat WOG-25/P (komora wysokiego ciśnienia znajduje się w dnie pocisku, zamknięta jest przesłoną i spłonką, natomiast komorę niskiego ciśnienia tworzy tylna część komory nabojowej samego granatnika), to co w granatniku wygląda na lufę w rzeczywistości jest jedynie rurą, służącą jako podstawa celownika i miejsce mocowania chwytu pistoletowego. Pozbawienie granatnika tego elementu, co zrobili Bułgarzy w swojej licencyjnej kopii RG-6, Lawinie, w żaden sposób nie wpływa na osiągi samej broni. W celu załadowania bębna (zespołu luf) należy odblokować przednią pokrywę i przekręcić ją o 120° ruchem zgodnym z wskazówkami zegara.
Rosyjski granatnik rewolwerowy RG-6 /Zdjęcie: W. Makarow
Bułgarska Lavina, wzorowana na RG-6 /Zdjęcie: Arsenal
Kolejnym rosyjskim granatnikiem wielostrzałowym, stworzonym w połowie lat 90., jest 43-mm GM-94, dosyć niecodzienna konstrukcja, używana przez rosyjskie oddziały specjalne (widoczna m.in. w rękach operatorów w Biesłanie). Broń z wyglądu przypomina strzelbę gładkolufową pump-action i rzeczywiście - wywodzi się po części z rodziny strzelb Ryś. Granatnik skonstruowany został specjalnie z myślą o walce w terenie zurbanizowanym, zwalczania siły żywej, likwidowania stanowisk oporu oraz niszczenia lekkich pojazdów opancerzonych. Może być również używany przez policję, pozwala na to szeroki wachlarz amunicji - obezwładniającej, drażniącej etc. Posiada stały 3-nabojowy magazynek znajdujący się nad lufą. Nieco inaczej niż w większości konstrukcji rozwiązane jest przeładowanie, odbywa się bowiem poprzez przesunięcie lufy do przodu lufy (następuje wówczas usunięcie łuski z komory nabojowej), a następnie z powrotem do tyłu (nowy nabój wprowadzany jest z magazynka do komory). Takie rozwiązanie jest korzystne, bowiem łuska wyrzucana jest pionowo w dół, nie zaś poprzez boczne okno. Granatnik produkowany jest w dwóch wersjach: z kolbą stałą (połączoną z chwytem pistoletowym) i składaną. Po obu stronach chwytu znajduje się bezpiecznik od strzałów przypadkowych. Do jego zasilana wykorzystywana jest rodzina amunicji WGM-93, w skład której wchodzą granaty oślepiająco-obezwładniające, dymne, gazowe, oświetlające, odłamkowe oraz paliwowo-powietrzne.
43 mm granatnik powtarzalny GM-94 /Zdjęcie: W. Makarow
GM-94 w akcji w rękach antyterrorystów
W połowie lat 80., w USA stwierdzono, że rozwój indywidualnej broni strzeleckiej osiągnął taki poziom, że bez radykalnej zmiany podejścia niemożliwe jest zwiększenie jej skuteczności. Przyjęciu takich wniosków sprzyjała analiza prowadzonych konfliktów, okazało się bowiem, broń strzelecka na polu walki zadaje przeciwnikowi 10-25% strat (zabitych oraz rannych), natomiast odłamki (granatów, pocisków artyleryjskich i bomb) aż 75%. Co za tym idzie, uznano, że należy dać żołnierzowi broń wyposażoną w pociski odłamkowe. Konstrukcje taką, (w której na wszelki wypadek dodano podwieszany karabinek), rozwijano pod nazwą OICW. Pierwotnie był to 20/5,56, a następnie 25/5,56-mm granatnik-karabinek, któremu w 2002 nadano miano XM29. Miała w nim być zastosowana amunicja programowalna, pozwalająca na zwalczanie celów punktowych na dystansie do 500 metrów, zaś powierzchniowych do 1000 metrów. Niemniej jednak, wokół całego programu narastały liczne kontrowersje dotyczące przekroczenia limitów masowych, nieporęczności konstrukcji, jej kosztów oraz skuteczności 25-mm granatu odłamkowego. Ostatecznie rozwój XM29 wstrzymano, zaś wojskowi planiści postanowili skupić się na lekkim granatniku samopowtarzalnym XM25. Od końca 2004 testowane są pierwsze modele, pokazuje się je na targach broni i wystawach, ujawnione wyniki badań są pozytywne i... w zasadzie na tym wszystko się kończy. Brak decyzji o wprowadzeniu nowej amunicji do armii. Docelowo XM25 ma mieć zainstalowany dalmierz laserowy, celownik optyczny o powiększeniu 2x, termowizor, komputer balistyczny, czujniki mierzące warunki środowiskowe (m.in. ciśnienie), moduł programujący granaty oraz cyfrowy kompas. W porównaniu z dotychczas używanymi 40-mm granatnikami, strzelającymi wolnymi pociskami o bardziej stromych torach lotu, odnotowano znaczący postęp jeżeli chodzi o celność. O ile trafienie za pomocą M79 czy M203 w cel punktowy znajdujący się w odległości 400 metrów jest mało prawdopodobne, o tyle za pomocą XM25 można z takiej odległości celnie strzelić poprzez okno do środka budynku oraz zaprogramować granat w taki sposób, aby eksplodował dopiero wewnątrz. Niemniej jednak jak będzie wyglądał dalszy rozwój tej konstrukcji, czy wojna w Iraku nie spowoduje zatrzymania całego programu - nie wiadomo.
25 mm granatnik samopowtarzalny XM25 /Zdjęcie: PEO Soldier
Konserwatywna amerykańska piechota morska (USMC), niespecjalnie wierząca w powodzenie projektów nowych 25-mm granatników (XM25) i granatników-karabinków (XM29) zdecydowała się pod koniec 2005 zamówić ponad 9 000 granatników rewolwerowych MGL-140, wprowadzonych do uzbrojenia pod nazwą M32. Pierwsza partia kilkuset sztuk została już dostarczona, kolejne pojawią się w rękach Marines do końca 2006. M32 (MGL-140) to nieco zmodyfikowana odmiana MGL Mk 1L, produkowana w Stanach Zjednoczonych przez Milkor USA, zbudowana na wzmocnionej i odpornej na korozję (działanie wody morskiej) ramie ze stali nierdzewnej, wyposażona w szynę uniwersalną Picatinny (MIL-STD-1913), system czterech szyn montażowych umieszczonych co 90° dookoła lufy i teleskopową kolbę (Vltor Modstock). Zasilana może być całą gamą amunicji 40 mm x 46 (od standardowej M433 HEDP zaczynając, na amunicji specjalnej, z kamerami obserwacyjnymi kończąc) Trzeba zwrócić uwagę, że broń w tym układzie w zasadzie nie wymaga żadnej konserwacji, działa niezawodnie w każdych warunkach i pozwala na uzyskanie znaczącej chwilowej przewagi ogniowej, które nie zapewnia żaden inny system lekkiej, przenośnej broni.
M32 już w rękach Marines /Zdjęcie: USMC
Wietrząc fiasko programu OICW singapurskie (STK) i szwedzkie (Nammo) firmy zaproponowały wprowadzenie do uzbrojenia powtarzalnych lub samopowtarzalnych granatników, zasilanych standardową amunicją 40 mm x 46. Pierwszy z nich dodatkowo wyposażono w podwieszany pistolet maszynowy, zasilany nową amunicją, zaliczany do PDW. Jak na razie poza przedstawieniem komputerowych projektów oraz makiet historia tego rodzaju granatników wielostrzałowych się kończy.
Jeszcze inną drogą poszła firma Metal Storm, tworząc AICW (Advanced Individual Combat Weapon). Jest to 5,56/40-mm karabinek-granatnik, powstały w wyniku połączenia w jeden system karabinka w układzie bezkolbowym, AuSteyr, z 3-strzałowym, nieautomatycznym, granatnikiem konstrukcji Metal Storm. Pociski w tym ostatnim umieszczone są jeden za drugim, w rurowym zasobniku i są odpalane elektrycznie. Lufa granatnika znajduje się nad lufą karabinka, dzięki czemu AICW zachował zwarty kształt, jest jedynie nieco wyższy od typowego kbk F88. Broń pozwala na natychmiastowe wystrzelenie do jednego celu do trzech granatów, a jednocześnie można od razu przełączyć się w tryb prowadzenia ognia z karabinka, czego nie można dokonać za pomocą normalnego zestawu, z typowym podwieszanym, jednostrzałowym granatnikiem. Do wad takiego rozwiązania należą większa masa i skomplikowany mechanizm ładowania. Własne konstrukcje granatników powtarzalnych próbowały w ciągu ostatnich dwóch dekad również wprowadzać i inne państwa, między innymi Polska (Pallad M/GA-1000) czy Ukraina (Łom-30), ale poza powstaniem modeli, do wdrożenia czy masowej produkcji tego rodzaju broni nigdy nie doszło.
Makieta singapurskiego SSW /Zdjęcie: STK
Metal Storm AICW /Zdjęcie: Metal Storm
Dysponując pieniędzmi z FMF, może jednak warto zastanowić się nad zakupem dla polskich jednostek specjalnych czy zwiadu amerykańskich kieszonkowej artylerii, granatników rewolwerowych M32 (MGL-140), zwłaszcza, że wprowadzenie automatycznego GA-40 coraz bardziej odsuwa się w czasie? Taka mała, poręczna broń może w znaczącym stopniu zwiększyć siłę ognia drużyny, pozwolić na jej oderwanie się od przeciwnika sytuacjach zagrożenia, zapewnić znaczną przewagę ogniową, czy pozwolić - w sytuacjach krytycznych - nawet na zatrzymanie samochodu-pułapki. Niestety polski program rozwoju podobnej konstrukcji z połowy lat 80., Pallad M, nie pozostaje niczym więcej niż ciekawostką, a przecież, gdyby został wprowadzony do uzbrojenia i rozwijany, dałby polskiemu żołnierzowi znaczącą przewagę nad napotkanym przeciwnikiem w wojnie asymetrycznej, przydatną m.in. podczas działań w Iraku czy - w przyszłości - w Afganistanie. Dla WP granatniki rewolwerowe nadal pozostają bronią egzotyczną i nieznaną, choć realna potrzeba ich wprowadzenia istnieje.
Testy M32 w RCT5, stacjonującym w Iraku /Zdjęcie: USMC
Artykuł pierwotnie ukazał się w miesięczniku RAPORT-wto, 04/2006